To chyba rok "godzenia się" ze stratą. Dni płyną szybko, w rytmie pracy, spotkań, spokojnych wieczorów przeplatanych wielkimi łzami. Wdarł się chaos, cały czas kołacze się "dlaczego?" po głowie. I co z tego, że rozstanie nie boli jak kiedyś. Ale boli, takim dojrzałym, racjonalnym bólem. I wciąż myślę, co dalej będzie. Chyba lepiej żyć tym, co teraz, pielęgnować szczyptę egoizmu i rysować perspektywy typu własne mieszkanie, troska o koty, rodzinę i przyjaciół, a reszta.. się zobaczy..